Trickster

16.II.2008

Zamknęli za nią bramę zmuszając ją, by szła naprzód. Ostrożnie stąpała nagimi stopami po mokrej nawierzchni spoglądając przed siebie. Unoszącą się zaledwie metr nad wodą stalową konstrukcję co chwila zalewały fale spokojnie płynącego pod spodem oceanu. Była to jedna z ośmiu rozłożonych na okręgu platform prowadzących do znajdującej się w jego centrum jaśniejącej kuli. Kula odbijała blask nieba tak, że zdawała się być wypełniona otaczającymi ją chmurami. Z tą myślą wypełniającą jej umysł, wypierającą wszystkie inne troski czy zwątpienia dziewczyna przełknęła głośno ślinę. Kolejna fala chlusnęła ją o stopy. Kurcząc jedną nogę z zimna odrzuciła nagłą myśl by zawrócić. Zamknięta brama przypominała jej, że nie ma już odwrotu. Musi iść dalej.

Konstrukcja zdawała się wspierać kulę prowadząc stopniowo ku górze. Im bardziej dziewczyna się do niej zbliżała, tym dotkliwiej zauważała, że konstrukcja stawała się coraz węższa tak, że ostatnie metry musiała przejść balansując ciałem, stawiając stopy na przemian. Sama kula zdawała się nie być zbyt ciężka. Z oddali wyglądała jakby składała się z wody, jednak z bliska przypominała bardziej skłębione powietrze. Porównanie nie było zresztą nietrafione. Stojąc naprzeciw drabiny prowadzącej do jej wnętrza czuć mogła otaczający kulę silny powiew chłodnego powietrza. Lekkie, przewiewne szaty nie chroniły przed chłodem, ale zapewniały niezbędne minimum ochrony pozwalając na pełną swobodę ruchów.

Zresztą wewnątrz miało być znacznie cieplej.

W normalnym przypadku tak silny wiatr byłby ją pewnie zrzucił, jednak umiejętność utrzymania równowagi w każdych warunkach była podstawą dzięki której została wybrana, jako jedna z niewielu, by podjąć to wyzwanie.

Spojrzała w dół. Na szczęście fale nie docierały na tą wysokość. Nawet jeśli konstrukcja wspinała się w górę pod bardzo niewielkim kątem, odległość na którą się wznosiła musiała wynosić przynajmniej piętnaście metrów. Zwłaszcza, że w oddali nie było widać już brzegu. Odrzucając ostatnie myśli o powrocie odważnie złapała za drabinkę wspinając się po jej śliskich rurkach.

Teraz już było jasne, czemu służyć miała ta drabinka. Im wyżej się wdrapywała tym silniejszy owiewał ją wiatr i nie minęła chwila nim więcej energii traciła na utrzymanie się na drabinie niż na samą wspinaczkę. Przez wiatr ledwo dostrzec mogła pozostałe drabiny stojące przy każdej z siedmiu pozostałych dróg. Prowadziły do nich te same wąskie ścieżki po której sama przeszła.

Wnętrza kuli nie sposób było zobaczyć. Po prostu patrzyła przez nią, jakby kula w ogóle nie istniała. Ale wiedziała, że istnieje. W końcu właśnie wspinała się do jej wejścia.

Przymuszając się do wysiłku pokonała kolejnych kilka stopni wsadzając wreszcie głowę w stalową tubę stanowiącą wejście. Minęła jeszcze chwila nim zdążyła schować nogi i wreszcie odetchnęła w spokoju słuchając świszczącego zza pleców wiatru.

Przywitało ją przejrzyste niebo tuż nad głową. Wychylając głowę sponad platformy, na której stanęła, z ulgą dostrzegła, że wewnątrz kuli nie było już wiatru. Nie słyszała jego wyjącego szumu. Jej oczy wypełnił natomiast ciągnący się po horyzont błękit. Prócz kolejnych stalowych konstrukcji nie było wkoło niczego innego. Wyskoczyła z tuby stając na szerokiej platformie by rozejrzeć się wkoło. Nie widać już było nawet zarysu sąsiednich drabin ani innych platform. Musiały przecież być niedaleko. Co bardziej dziwne, tuż za nią również rozciągał się błękit, o czym sama musiała się przekonać wyciągając w tę stronę rękę.

Błękit… jeszcze chwilę temu szalały tam wiatry. Stalowa tuba, przez którą tu weszła nie była dłuższa niż dwa czy trzy metry. Nie mogła więc zbytnio oddalić się od krawędzi kuli. Dlaczego teraz nie czuła już tego tnącego skronią powiewu wiatru i nie słyszała już tłumiącego wszelkie inne dźwięki szumu?

Jednak nie te pytania były najważniejsze. Dalsza droga zdawała się znikać w błękicie tak, jakby wzrok sięgał zaledwie na kilka metrów ukazując jedynie szereg stalowych konstrukcji po których z pewnością również miała przejść. Błękit zdawał się być tak gęsty, że nic nie można było przez niego dostrzec.

Zabawne, ale tak właśnie pomyślała.

Zrobiła kilka kroków. Na szczęście metal nie był ani zimny ani mokry, co znacznie ułatwiało utrzymanie równowagi. Nie było to bez znaczenia, bo jak się okazało droga złożona była jedynie z podłużnych, stalowych mostów nie szerszych niż stopa. Wyjaśniło się czemu mieli wobec kandydatów do tego zadania tak dziwne wymagania. Stojąc wciąż na platformie ostrożnie postawiła stopę by przekonać się z jaką powierzchnią ma do czynienia. Konstrukcja okazała się być podobną do tej, jaką dostrzec można na budowie. Przekrój leżącego przed nią pomostu był w kształcie drukowanej, zdobionej litery „I” z płaską powierzchnią u góry i regularnie oddalonymi od siebie spoiwami łączącymi kolejne fragmenty. Zdawały się wisieć w powietrzu bez żadnego podparcia. Osuszyła stopy z resztek wody wycierając je o spodnie, po czym zrobiła parę ostrożnych kroków.

Dwa wdechy i już znacznie pewniejszym krokiem ruszyła przed siebie. Szybko jednak zamarła w miejscu słysząc narastające za plecami szmery. Odwróciła głowę w zdumieniu orientując się, że na most tuż za nią wdrapywał się jakiś człowiek. Człowiek, w teatralnej masce ze smutną miną i łzą w oku na twarzy.

Skąd on się wziął? Konstrukcja wisiała przecież w powietrzu, a wyglądał jakby właśnie się na nią wspiął! Nie najlepiej trzymał pion, ale stawiał w jej stronę kolejne kroki wyjmując ukryty za pasem nóż.

Nóż?!

Tak miała wyglądać ta gra? Miała pokonać kilku przeciwników balansując na pomoście jak jakiś pierwszy z brzegu akrobata? Obróciła się, łapiąc rękami za stal i podcięła mu nogi nie kończąc obrotu, by nie stracić równowagi. Zahaczył jeszcze nogą o pomost jęcząc z bólu, nim runął w błękit z urwanym krzykiem.

Jeśli gra ma stawiać jakiekolwiek wyzwanie, lepiej żeby się bardziej postarali.

Ale to spotkanie nie było bez znaczenia. Dzięki niemu dostrzegła kolejny pomost znajdujący się dwa metry pod nią. Dokładnie tyle, ile potrzeba by dotknąć go stopą zwieszając się rękami z tego, na którym właśnie stała. Pomost zdawał się dążyć w błękit i z błękitu pochodzić, ale wcale jej to nie przeszkadzało. Postanowiła sprawdzić dokąd prowadzi.

Prowadził w dół, bo tuż pod nim znajdował się kolejny. Jeszcze kilka pomostów w dół i kolejny zdawał się być ostatnim. Następne prowadziły już tylko na wprost. Odetchnęła głęboko szykując się do drogi.

***

Biegła przed siebie coraz szybciej i szybciej omijając, lub trącając kopniakiem kolejnych pojawiających się wkoło zamaskowanych przeciwników. Pojawiali się przed nią, z góry czy z dołu. Nie stanowili większego wyzwania, lecz zawsze budzili pewien niepokój. Każdy z nich był przecież kolejnym czynnikiem, który mógł zadecydować o jej niepowodzeniu. Zwłaszcza, że im dalej, tym stawali się coraz trudniejsi. Coraz zwinniej wdrapywali się na jej pomost i jednemu nawet prawie udało się złapać ją za nogę.

Droga skręcała momentami na boki, zmuszając do skoku na ustawiony pod kątem pomost. Później z kolei trzeba było wdrapywać się z powrotem ku górze i zeskakiwać znów w dół. Droga wodziła ją zygzakiem na boki, ale wciąż monotonnie prowadziła ku środkowi tej ogromnej konstrukcji.

Kuli, która z zewnątrz wcale na tak dużą nie wyglądała.

Kolejni przeciwnicy wykazywali się znacznie większą inteligencją niż poprzedni. Ich pierwszy cios, zwykle z zaskoczenia, niósł ze sobą najwięcej zagrożenia. Lecz tuż po nim pozostawali bezbronni słabo radząc sobie z utrzymaniem równowagi. Potrafili natomiast skakać na dość znaczne odległości i spadać z wysokości, z których nie było ich nawet widać czyniąc zagrożenie jeszcze bardziej nieprzewidywalnym.

Zwłaszcza, gdy jeden z nich przyczepił się do niej od spodu, łapiąc ją za stopę. Odtrącając jego dłoń stanęła na palcach drugiej nogi, tracąc na chwilę równowagę by w ostatniej chwili złapać się stali rękami. Jego głos cichł, gdy spadał w otchłań. Stanęła z powrotem na pomoście łapiąc oddech. Nie da się ukryć, że ciągła walka o utrzymanie pozycji pionowej była całkiem męcząca.

Przez chwilę zastanawiała się, ilu ludzi musieli wytrenować, by mogli jej stanąć naprzeciw… i co tak naprawdę działo się, gdy spadali? Komu chciało się organizować całą tą grę?

Ostatnim rywalem zdawał się być stojący naprzeciw nieznajomy o pięknie zdobionych szatach i szydzącej z niej masce niezainteresowanego jej obecnością błazna. Dzierżył w swych rękach stalową rurę, jakby miała mu pomóc utrzymać równowagę.

Z pewnością nie do tego była mu potrzebna. Stał na brzegu znacznie szerszej platformy prowadzącej gdzieś w głąb. Dostrzegła leżące po bokach i wkoło sąsiednie platformy. Bez wątpienia była to ostatnia i najtrudniejsza przeszkoda. Ucieszona zbliżającym się końcem wędrówki dziewczyna zatrzymała się jakby licząc, że ów osobnik z rurką sam przyjdzie do niej, zamiast walczyć z nią na nierównych zasadach. Musiała przemyśleć jak się go pozbyć. Nie miała najmniejszych szans pozbawić go równowagi.

Nie musiała. Ku zdumieniu obojga ruszył na nią w sposób trochę jakby niekontrolowany w pośpiechu stawiając kolejne kroki. Nie czekając aż odzyska równowagę podcięła mu nogi tak, jak wszystkim innym do tej pory. Porzucając rurkę na marne próbował uchwycić się rękami. Rurka odbiła się od pomostu z metalicznym pogłosem. Najwyraźniej dziewczyna dostrzegła w jej ruchu szansę, sięgając po nią ręką. Musiała być cięższa niż przewidziała, bo straciła równowagę zwieszając się na drugiej ręce.

Nadgarstek z bólem obrócił się nienaturalnie. Prawie straciła uchwyt, lecz na szczęście jej uścisk był wystarczająco mocny. Niewiele brakowało a swoją chciwość opłaciłaby srogą karą. I tak miała zresztą niewiele lepiej wisząc teraz nad błękitem pod nią z ciężką rurką w dłoni. Raczej nie miała szans jedną ręką podciągnąć się i stanąć na nogi.

Nim jednak zdążyła podjąć decyzję i porzucić rurkę, z błękitu wyłoniła się postać o podobnych do jej szatach.

„Ha, ha! Posłałem mu kopniaka w plecy i zobacz, od razu się złożył!” zaśmiał się stojący na brzegu platformy chłopak. Odczekał chwilę, jakby licząc na wybuch śmiechu z jej strony, po czym wyciągnął do niej rękę.

Spróbowała wyciągnąć do niego obciążoną stalową rurą dłoń. Była dla niej zbyt ciężka, by mogła ją podnieść nad głowę.

„Taka ważna ta rurka? Myślisz, że ci się do czegoś przyda?” zapytał, po czym zaparł się i odnajdując jej rękę, którą się zawiesiła, wyciągnął ją na tyle wysoko, by mogła oprzeć się kolanami.

„Może… się przydać… a może… nie…” oddychała ciężko wciągając się na pomost „…kto wie. Liczy się wszystko… co może… dać mi przewagę” dodała spoglądając chłopakowi w twarz.

„Imen” wyciągnął do niej rękę odwracając wzrok.

„Nona” odwzajemniła uścisk nie odrywając od niego oczu. „Zatem… co robisz na nie swojej trasie?” spytała odgadując, że był kolejnym z graczy, który dotarł do środka kuli po jednej z pozostałych ścieżek.

„Ach, nic specjalnego” unikał jej wzroku „Znudziło mi się tak siedzieć bezczynnie, więc pomyślałem, że pomogę innym dostać się do środka.”

„Czyżby? Nie zmniejszasz w ten sposób swoich szans na wygraną?”

„Kto wie… prawdę mówiąc, nie mam pojęcia co robić dalej. Zresztą sama zobaczysz. Chodź za mną.”

To powiedziawszy pospiesznie wstał i zniknął w błękicie biegnąc, jakby ktoś go gonił. Zebrała się i dysząc ze zmęczenia ostrożnie stanęła na platformie. Upewniła się, że z jej nadgarstkiem wszystko w porządku. Zważyła rurkę trzymając ją przed sobą obiema rękami. Uśmiechnęła się pod nosem, jakby ciesząc się, że trzymała w rękach coś, czego nie powinna mieć. Pobiegła z uśmiechem zatrzymując się już po paru krokach.

Platforma kończyła się w błękicie nie znacząc gdzie biegnie dalsza droga. Podeszła ostrożnie na jej skraj orientując się, że choć przestrzeń zdawała się być przezroczysta, skrywała w sobie niewielką szczelinę. Ukryte drzwi.

Dotknęła szpary. Bez trudu odsunęła palcami jedną z jej krawędzi, otwierając przejście. Jakby miała właśnie opuścić kulę i zejść do jej jądra o całkiem odmiennym od reszty wystroju. Bez obaw postawiła krok wewnątrz.

***

Wnętrze było idealnie białe, przecięte w poprzek skierowanymi w przeróżne strony rurami. Były ciemniejsze od kuli. Dzięki nim mogła wyraźnie dostrzec krawędzie otaczających ją ścian. Były to miejsca, w których rury łączyły się ze ścianą.

Pomieszczenie, jak i to zewnętrzne, miało kształt kuli. Tym razem jednak ostra biel była miłym odpoczynkiem od rozmytego, niepewnego błękitu. Oprócz dziesiątek ułożonych na różnych wysokościach rur dostrzec można było również szereg znacznie cieńszych rurek oraz kilka ostrych krawędzi znaczących wejścia podobne do tego, którym weszła. Imen balansował właśnie na jednej z rurek mniej więcej w okolicach środka. W ciszy wypełniającej tę chwilę usłyszała kolejną istotną różnicę.

Kulę wypełniał dźwięk przypominający ciche, niepokojące buczenie, które zdawało się falować z każdym wykonanym przez nią krokiem.

„I jak ci się podoba?”

„Te rurki… są jakieś dziwne w dotyku…” rzuciła niepewnie przypominając sobie, ze wciąż stąpa po nich boso „…ale przynajmniej widać ściany” dodała zauważając, że siła ich głosu w zupełności wystarcza, by buczenie w tle stało się wręcz niezauważalne.

„A widzisz. Z drugiej strony w zamkniętym pomieszczeniu nie ma zbyt wiele różnych możliwości…”

Przyznała mu w duchu rację widząc, że zarówno z góry, jak i z dołu również otaczała ich biel.

„A inni? Nie powiesz mi, że jest nas tylko dwoje?”

„Z pewnością jest nas znacznie więcej. Jeśli chcesz, możemy na nich poczekać.”

„A ty?… przeszedłeś tę trasę tak szybko?”

Wzruszył ramionami niezgrabnie stając na rurce, po czym chwycił się wyższej z nich odpowiadając od niechcenia.

„Jeśli nie masz ochoty czekać, rozejrzyj się, może znajdziesz coś, co ja przeoczyłem?”

‘Zdołał rozejrzeć się wkoło i jeszcze mieć czas by mi pomóc?’ spytała w duchu nie chcąc zdradzić zdumienia, jak i podziwu.

Właśnie miała zadać kolejne pytanie zbliżając się do jednej z krawędzi w ścianie, gdy z otwierających się drzwi w oddali wyłoniła się trzecia postać.

„I co?” zapytał nowo przybyły rozglądając się wkoło.

„I tyle” odparła mu jakby od niechcenia.

‘Nawet się nie przywitał. Gbur’ pomyślała.

„Mamy walczyć? Ale… jak to? Jak zabrałaś mu tę rurę?” spytał wskazując palcem Nonę.

„Jestem sprytniejsza, niż ci się zdaje” odparła popisując się swoją zdobyczą.

„To nie fair!” rzucił w jej stronę przeskakując z rurki na rurkę. Przyjął pozę, jakby szykował się do ataku.

Ugięła kolana przyjmując pozycję obronną. Nie zdążył dobiec, nim lecący z góry Imen przyłożył mu w głowę obiema rękami. Chłopak nie zdołał się nawet zdziwić nim z krzykiem zanurkował w bieli u dołu.

Wychyliwszy się zanadto na jedną stronę Imen próbował utrzymać równowagę machając rękami. Widząc to Nona podała mu rękę równoważąc jego ciężar po przeciwnej stronie rurki. Uśmiechnął się. Niechętnie odwzajemniła uśmiech. Rozumiejąc się bez słów przygięli ręce przyciągając się ku środkowi.

„Wiesz, że i tak nie miał ze mną szans. W końcu miałam tę rurkę.”

„Nie ma sprawy, nie musisz dziękować” odparł z nieuniknioną nutką sarkazmu.

„Mówił, że powinniśmy walczyć…”

„…co nie oznacza, że miał rację” przerwał jej nim dokończyła myśl „Przynajmniej dopóki nie przekonamy się, o co chodzi w tej grze. We dwójkę mamy większe szanse.

„Racja” przytaknęła, gdy w tym czasie dołączył do nich kolejny, znacznie lepszej postury gracz. Stojąc razem, nie mogli go teraz zaskoczyć.

W momencie dostrzegł, że naprzeciw Imena stoi niższa i z pewnością słabsza od niego kobieta. Z pewnością potrzebuje pomocy.

„Bez obaw!” rzucił donośnym głosem. „Zaraz ci pomogę!” dodał lecąc z okrzykiem na stojącego z zakłopotaną miną Imena.

Stanął naprzeciw i wymierzył odważny cios pięścią.

‘Może nie najlepiej łapie równowagę, ale doskonale skacze’ pomyślała Nona widząc jak Imen unika ciosu podskakując nad przeciwnikiem. Spadając strącił go z rurki jednym silnym ciosem w bok. ‘Byłby ciężkim przeciwnikiem, gdybym miała stanąć z nim w walce’ dodała w myślach kompletnie ignorując bohaterskie zapędy znikającego w bieli gracza. Spojrzała ukradkiem na Imena. Zdawał się nie zwracać na nią uwagi. Wróciła więc do różnych wypustek w ścianie, przy pomocy których od dłuższej chwili starała się otworzyć drzwi.

„Hej, spokojnie! Przecież nie musimy od razu walczyć!” kolejny z graczy, który wkroczył do wnętrza kuli szybko zorientował się w sytuacji.

„Masz coś przeciw?” zagadała spoglądając zza pleców.

„Widzę, że zgraliście się i razem szukacie wyjścia. Ja też mogę się przydać” dodał natychmiast, gdy zauważył kto się do niego zbliża.

„I co ty na to?” spytał Imen.

„Problem powstanie, jeśli okaże się, że może być tylko jeden zwycięzca…”

„Ale ten sam problem będziecie mieli, jeśli zostaniecie we dwójkę!” odważnie zasugerował nieznajomy. Spojrzeli po sobie w zamyśleniu. „Spójrzcie. Jeśli założymy, że nie chodzi o to, kto ostatni pozostanie na placu boju, to myślę, że wygrają wszyscy, którzy odnajdą wyjście. A kluczem jest budowa tego pomieszczenia. Czy próbowaliście już zejść na dół?”

„Nie, ale spadło tam kilku nieszczęśników…” prawie automatycznie odparł Imen.

W tej samej chwili, jak na rozkaz, trzy głowy spojrzały ku górze. Niby oczywiste, ale do tej pory nie wpadł na to, by tam zajrzeć.

Jednym sprawnym obrotem Nona uderzyła przybysza z całej siły w plecy wyciągniętą przed siebie rurką. Zrzuciłą tym samym zdziwionego gracza poza kulę.

„Sam spadł, czy mu w tym pomogłaś?” dowcipnie spytał Imen, nie odwracając głowy „Chłopak miał przecież niezły pomysł.”

„Tak… i właśnie dlatego lepiej, żeby go tu nie było” odparła wahając się przez chwilę. Buczenie, które przez cały czas wypełniało kulę przez tę chwilę zdawało się być znacznie głośniejsze niż zwykle. „Idziemy sprawdzić, co tam jest?”

Nie czekał na jej zachętę. Jeden skok, drugi i był już prawie na szczycie. Dopiero teraz tak naprawdę przeszła jej przez głowę myśl, że przecież oni również są rywalami.

„Co widzisz?” spytał, gdy i ona znalazła się już na najwyższej z rurek.

Nie zepchnął jej. Nie przeszkodził. W spokoju pozwolił jej wejść na najwyższa z rurek samemu zatrzymując się jedną rurkę niżej.

Widok w dół był całkiem niezły z dziesiątkami rur przeszywających kulę. W górze natomiast, gdzieś na tej idealnej powierzchni znajdywała się granica, przy której powierzchnia stawała się niewyraźna. Wyciągnęła ku niej rękę. Dłoń zniknęła w bieli dokładnie tak, jak się domyślała.

„Skoro dolna warstwa pozwala, by mogli przez nią spaść pokonani, tak górna zapewne czeka, by mogli przez nią przejść zwycięzcy” wyartykułowała patetycznym tonem, machając niewidoczną dla niej dłonią. Uśmiechnęła się promieniście, gdy ręka w końcu trafiła na twardy, okrągły obiekt. Ślepo wpatrzony w niewyraźną powierzchnię Imen zdawał się tego nie zauważyć.

„Znalazłam!” rzuciła uznając, że lepiej na razie nie rozpoczynać konfliktu. Kto wie, może obojgu uda się dotrzeć do wyjścia? „Idę pierwsza. Zobaczę co stamtąd widać” dodała widząc zdziwienie na jego twarzy.

„Czekaj!” rzucił za nią, gdy zniknęła już w bieli ponad nim. „Hej! Co znalazłaś?”

Zdziwiła ją ta reakcja… przecież widział jak tu wchodziła. Widział, jak zatapia dłoń w bieli. Nie trudno się było domyśleć…

„Wyciągnij rękę do góry i pomachaj, a na pewno trafisz” rzuciła rozglądając się wkoło.

Powrócił zimny podmuch powietrza. Widok rozciągał się aż po najszersze granice ogromnej kuli, w której przecież się znajdowali. Każdą pojedynczą trasę poszczególnych graczy mogła stąd dostrzec ze szczegółami, wraz z samymi graczami, którzy wciąż męczyli się na swej drodze.

To było specjalne miejsce. Idąc tamtą ścieżką nie mogła dostrzec niczego a stąd obraz był bardzo wyraźny. Coś jednak nie dawało jej spokoju…

Tak… nie było już przecież słychać tego okropnego buczenia!

Kilka rurek po bokach prowadziło do małej platformy tuż ponad jej głową. Korzystając z chwili przeskoczyła z jednej na drugą i w chwili, gdy Imen wreszcie wgrzebał się na pierwszą z rurek stała już na platformie.

„Gdzie teraz?” rzucał głową na boki trochę przestraszonym głosem.

Ach, tak… w końcu zrozumiała, o co tu naprawdę chodzi.

„Podskocz pionowo do góry, tak jak stoisz. Najwyżej jak potrafisz!” dodała układając się wygodnie na platformie. Musiała przyjąć odpowiednią pozycję nim wyciągnęła do niego rękę ze stalową rurką.

Tą, której nie miała prawa mieć w dłoniach.

Spojrzał w górę. Zaufał jej na tę jedną chwilę i skoczył nie zastanawiając się nawet jak sama znalazła się tak wysoko. Szeroko otworzył oczy, gdy w rękę wpadła mu jej stalowa rurka.

„Powiedz mi teraz, kim naprawdę jesteś?” spytała z szyderczym uśmiechem na twarzy.

„Chyba… sama się już domyśliłaś.”

„Jesteś jednym z nich. Jednym z obrońców, biorących udział w grze, zgadza się?”

„Dokładnie” odparł racząc ją ciepłym uśmiechem „Tym, który miał za zadanie stać w samym środku kuli…”

„…jednak ty postanowiłeś się z niej wydostać…”

„…i dlatego zrzuciłem maskę i zabrałem strój jednego z graczy, który miał nieszczęście dotrzeć do mnie jako pierwszy” zakończył wywód „Jak się domyśliłaś?”

„Och, powodów było co najmniej tuzin” rzuciła z dumą, poprawiając uchwyt na rurce. „Skakałeś znacznie lepiej niż ktokolwiek inny, jednak nie radziłeś sobie z równowagą. Wszyscy przeciwnicy, których spotkałam mieli tą samą cechę. Nie umieli utrzymać równowagi” zauważyła „W jakiś sposób wszedłeś na moją ścieżkę, ale tam miałeś łatwo, bo to szeroka platforma” zatrzymała się na chwilę przyglądając się rosnącemu na jego twarzy uśmiechowi „Ale najważniejsze dostrzegłam tak naprawdę przed chwilą. Nosicie maski, by nie zdradzić, że jesteście niewidomi. Mam rację?”

„Niezaprzeczalną” odparł zrezygnowany.

„Jedno mnie zastanawia… dlaczego potrzebowałeś mojej pomocy? Dlaczego wybrałeś akurat mnie?”

„Nic specjalnego. Miałaś szczęście być tą drugą, która zbliżyła się do drzwi. Otworzyłem drzwi, zepchnąłem strażnika, by wywrzeć na tobie dobre wrażenie, i tyle.”

Zdumiało ją, jak niewiele brakowało by podzieliła ten sam los, co chłopak, który wszedł jako trzeci.

„A dlaczego?…” kontynuował Imen „Cóż… jak sama widzisz, by się stąd wydostać potrzebowałem kogoś, kto znajdzie… no…, kto zobaczy… gdzie leży wyjście.”

„Nie mogłeś sam wskoczyć na tę rurkę?”

„Słyszałaś ten dźwięk wewnątrz kuli?”

Przypomniała sobie buczenie, które słyszała w środku. Nigdzie poza białą kulą nie dało się go słyszeć.

„Wszystkie rurki wewnątrz gry wibrują z odpowiednią dla nich częstotliwością. Nauczeni jesteśmy odróżniać te częstotliwości i wykorzystując je odnajdywać sąsiednie rurki. Ci, których spotykałaś po drodze są po prostu znacznie słabsi w tej sztuce ode mnie. Dlatego to ja byłem twoim ostatnim przeciwnikiem” przerwał na chwilę jakby oceniając wrażenie, jakie wywierają na niej jego słowa. „Ten dźwięk, to nakładające się na siebie wibracje dziesiątek różnych rurek. Dzięki niemu jestem w stanie znaleźć każdą z rurek wewnątrz kuli wystarczająco precyzyjnie by na nią skoczyć. Z utrzymaniem równowagi zawsze jest trochę gorzej…”

„Dlatego łatwo lokalizujesz przeciwników po ich odgłosie i skaczesz z góry zbijając ich z nóg. Ale tu nie słychać odgłosów oddalonych od siebie rurek. Nie ma ścian, od których mógłby odbić się dźwięk. Platforma również nie wydaje z siebie żadnego dźwięku. Ta kula miała na celu stworzyć dla ciebie idealną arenę, w której wzrok stawał się kompletnie zbędny…” zawiesiła głos „…a jednocześnie… ta sama arena izolowała cię od tych niewibrujących rurek, które mogły doprowadzić cię do wyjścia” dodała.

„Dokładnie. Jak widzisz, by się wydostać z tej kuli wzrok okazuje się wręcz niezbędny.”

„…i oczekiwali, że gracze znajdą tak ukryte wyjście?” rzuciła urwaną myśl.

„Ależ skąd. Ten ostatni chłopak, który tu wpadł, był całkiem mądry. Ale rozpoczął z błędnego założenia.”

„Nie mieliśmy się stąd wydostać, ale pokonać ciebie.”

Zamilkli na chwilę popadając w zamyślenie. Zimny wiatr ponownie dał o sobie znać i w końcu poczuła ciążące na jej dłoniach zmęczenie.

„W ilu grach brałeś już udział?” spytała smutniejszym już znacznie głosem.

„Kto wie… liczyłem, gdy mogłem policzyć je w setkach. Nie wszystkie wygrane, oczywiście. Na wypadek, gdybyś się zastanawiała, pod nami jest woda łapiąca wszystkich nieszczęśników, którzy na darmo tracili tu czas. Strącałem każdego z nich. Tylko liczebnie mieli nade mną przewagę. Przy czym rzadko zdarzało im się zebrać w tej samej chwili. Kiedyś liczyłem porażki… lecz z czasem nawet je przestałem liczyć.”

„Nie dziwię się, że w końcu postanowiłeś stąd uciec” westchnęła na myśl o niekończącej się samotności wewnątrz białej kuli „Czemu w ogóle ma służyć ta gra?”

„Spójrz na to, kto tę grę wygra. Nie na to, kto gra.”

„Kto wygra?…” zamyśliła się na moment. Od ciągłego trzymania Imena na drugim końcu rurki ręce zaczęły ją już poważnie boleć, ale wiedziała, że jeszcze trochę jest w stanie wytrzymać „…wygrywają ci, co walczą we dwójkę, czy więcej, przeciw jednemu. Czy gra… ma nam pokazać, że grając normalnie nie mamy szans? O to chodzi?”

„Ha….” Imen sapnął przekonująco.

„Nosisz ubranie tego, który dotarł najszybciej. Silnie zbudowany bohater, który tak ochoczo rzucił się by mi pomóc, poległ jeszcze szybciej. Ten najmądrzejszy z nas, bez którego nie wpadlibyśmy by spojrzeć w górę nagrodzony został rurką w plecy… Czy naprawdę musimy oszukiwać, by wygrać?”

„Żeby oszukać grę i dostrzec wyjście, które od zawsze było nad moją głową, potrzebowałem samemu przebrać się za gracza. Ty z kolei, by wygrać ze mną, użyłaś czegoś, co w normalnym wypadku nie miałaś prawa mieć w ręce. Jak widać… oszustwo jest najkrótszą drogą do sukcesu.”

„Ha, ha!” zaśmiała się dziewczyna „Ale… jak by na to nie patrzył, nawet wśród oszustów wygrać musi najlepszy.”

„Istotnie. W tym względzie pobiłaś mnie na głowę. Wykorzystałaś mnie nawet do obrony, zanim nie znalazłaś wyjścia” przyznał „Jak mniemam… tu nasze drogi się rozchodzą?” dodał widząc, że rurka powoli wyślizguje jej się z rąk.

„Tak. Wiesz już jak stąd uciec. Pewnie złapiesz się jakiejś rurki lecąc w dół. Bez problemu wdrapiesz się za mną, ale wtedy już dawno mnie tu nie będzie” nakreśliła całkiem prawdopodobny plan zdarzeń „Przyznam szczerze, że nieźle nabrałeś mnie tą sztuczką z udawaniem drugiego gracza. Zagrałeś tak, bym szukała dla ciebie wyjścia. Nawet, gdy wrzucą cię do innej klatki… jesteś wystarczająco sprytny by się z niej wydostać.”

Uśmiechnął się wlepiając w nią puste oczy.

„Przystojny trickster składa uszanowanie jego uroczej asystentce” wykonał w powietrzu gest ukłonu, wzbudzając w niej śmiech.

„Powodzenia” rzuciła na pożegnanie puszczając z rąk rurkę. Patrzyła przez chwilę jak z uśmiechem znika w niewyraźnej bieli pod nimi. Stanęła na nogach masując obolałe dłonie i ramiona.

Stąpała powoli po platformie rozkoszując się zimnym wiatrem. Tak długo jej już towarzyszył, że zdążyła się do niego przyzwyczaić. Dotknęła szpary ukrytych drzwi na końcu platformy.

„Wyjście?” wyszeptała do siebie „Ciekawe… jak wygląda drugie zakończenie. To dostępne tylko dla oszustów?”

Zanuciła fragment jednej z jej ulubionych melodii palcami łapiąc za krawędź drzwi. Nie wiedziała, jaki świat czekał na nią po drugiej stronie. Była pewna, że czymkolwiek miałby ją zaskoczyć z pewnością sobie z tym poradzi. Oszuści, tacy jak ona, są wystarczająco sprytni, by znaleźć wyjście z każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s