Zagubiona

Aigis przywarła do ściany wyciągając swe ramię z automatycznym karabinem maszynowym ku schodom. Nie wyczuwała na tym piętrze żadnego z Cieni, ale jej zmysły były już przytępione. Minęło ponad trzy czwarte Mrocznej Godziny. Przez ten czas bezustannie analizowała swoje otoczenie. Nawet dla niej było to wyczerpujące.

– Fuuka, jak wygląda następne piętro? – spytała cicho.

Sprawdziła swój wyświetlacz. Bateria na poziomie dwudziestu dwóch procent. Skarciła się, że tak ją marnuje. Znów nie zdoła wytrzymać całej godziny. W najlepszym przypadku oczyści jeszcze dwa, trzy piętra.

– Fuuka? – wzywała partnerkę głosem.

– Co?… Aigis… daj już spokój – odpowiedział w końcu głos wprost do jej głowy – Mam dość. Dwadzieścia siedem pięter w jedną noc to przesada…

Daleko stąd, siedząca przed konsolą krótkowłosa, drobna dziewczyna wsparła głowę rękami. Nie miała już sił siedzieć prosto w fotelu.

– Wytrzymasz jeszcze trochę – naciskała Aigis.

– Aigis… wracaj. Ja naprawdę mam już dość.

Aigis zamknęła oczy. Ubolewała, że zakres obrazowania przestrzeni jej Persony jest tak niewielki. Bez analiz Fuuki błądziłaby na ślepo. Łatwo mogłaby wpaść w pułapkę.

– Jeszcze jedno piętro – mruknęła i nie czekając na odpowiedź pobiegła ku schodom.

Cienie były tej nocy zaskakująco spokojne. W dodatku było ich mniej niż oczekiwała. Nawet bez Fuuki powinna poradzić sobie z oczyszczeniem jeszcze jednego piętra. Sprawdziła stan amunicji i temperaturę ogniw Orgiia. Może będzie zmuszona znów z nich skorzystać.

***

Rankiem Yukari, jak zawsze pełna energii, wpadła do pokoju Aigis.

– Hej Aigis! Widziałaś Fuukę? – szatynka przywitała Aigis z szerokim uśmiechem.

Słaba, pozbawiona pewności siebie dziewczyna w ciągu roku wyrosła na energiczną, silną kobietę, porażającą wszystkich swym entuzjazmem. Skąd Yukari czerpała tę energię było dla Aigis zagadką.

– Odsypia wczorajszą akcję – Aigis odparła mechanicznie.

– Akcję?… Ale… – Yukari zdawała się zakłopotana.

– Podniosłam transponder o dwadzieścia dziewięć pięter.

– Byłaś wczoraj w Tartarusie? Z Fuuką? Zamęczysz biedaczkę… – Yukari rzuciła jej z wyrzutem.

– Technicznie rzecz ujmując, byłam sama. Fuuka wspierała mnie sprzed konsoli.

– Aigis, nie możesz tak robić – Yukari zignorowała jej wyjaśnienia – Jesteśmy tylko ludźmi. Nie jesteśmy w stanie wytrzymać tak wielkiego wysiłku, jak ty.

– Mój rdzeń analizy danych jest organiczny, jak wasz mózg. Też ulega zmęczeniu.

– Ale nie odczuwasz to jako zmęczenie, a jako „spadek wydajności” – Yukari podkreśliła zjawisko, które Aigis sama jej swojego czasu opisała.

– Czy to nie to samo? – odparła Aigis bez emocji.

– Och, a ty znowu… w ogóle nie da się z tobą dogadać.

Aigis spojrzała na Yukari analizując jej reakcję. Oburzenie i bezsilność. Gdyby umiała, odwzajemniłaby te emocje.

Oburzenie. Dawniej zespół SEES nie wkraczał w progi Tartarusa w składzie mniejszym niż pięć osób, wliczając wsparcie inteligencji. Jeśli była potrzeba zespół zbierał się każdej nocy by dwudziestą piątą godzinę dnia, Mroczną Godzinę, spędzić w Tartarusie. Gdzie podział się ten zapał? Czemu Aigis musi przemierzać korytarze Tartarusa sama?

Bezsilność. Aigis co noc przemierza ciągle zmieniającą swój kształt wieżę, której szczytu nigdy nie dostrzega. Bezustannie przeczesuje jej piętra w poszukiwaniu odłamków osobowości wypartych przez ludzką psychikę, ale choćby nie wiem ilu z nich się pozbyła, wciąż przybywają następne. Syzyfowa praca, która zdaje się nie mieć swego celu.

Odkąd You odszedł przestała wierzyć, że odnajdzie w Tartarusie odpowiedzi na jakiekolwiek pytania, że zdoła cokolwiek swym bezustannym oporem.

Nie, to nie prawda. Każdy pokonany przez nią Cień to jeden człowiek, który zyskuje odwagę by spojrzeć w swoje własne odbicie w lustrze. By spojrzeć i pogodzić się z tą cząstką siebie, której istnienia dotąd nie chciał poznać. Ta ignorancja to część ludzkiej natury, której Aigis, nie będąc człowiekiem, nie umiała pojąć. A musiała. Właśnie te nagromadzone w Tartarusie cienie zapoczątkowały zmierzch świata, który odebrał jej You. Nie mogła pozwolić by ta sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła. Choć tyle była mu winna.

Wspomnienie You otępiło jej zmysły paraliżując na chwilę ich normalne funkcjonowanie. Nie wiedziała, skąd brała się ta reakcja. Nie rozumiała wielu ze swych emocji. Nie wiedziała, na przykład, czemu mimo oczywistych negatywnych konsekwencji tego działania wciąż odtwarza w swych wspomnieniach swe ostatnie chwile spędzone z You. Proces wybierania i rejestrowania wspomnień był dla niej tak skomplikowany, że wolała skupić się tylko na jednej, podstawowej funkcji tego procesu: uczeniu się na zarejestrowanych błędach.

Aigis odpięła kable zasilacza. Jej bateria była już w pełni naładowana. Spojrzała na Yukari. Nie zamierzała adresować jej oburzenia. Podeszła do szafy ubierając strój, który kamuflował jej metalowe ciało naturalnie wtapiając się w ludzkie otoczenie. Musiała go użyć, jeśli chciała opuścić akademik.

– Aigis, gdzie idziesz? Musimy o tym pogadać!

– Nie mamy o czym.

– Kiedy ostatnio wezwałaś swej Persony? Jak bez niej poradzisz sobie w Tartarusie? Jak będziesz sama tam wchodzić w końcu stanie ci się krzywda.

Aigis zignorowała tę uwagę i wyszła ze swojego pokoju. Ta dyskusja miała miejsce już wiele razy. W ogóle ją nie interesowała.

Minęła na schodach Junpeia. Wysoki, smukły mężczyzna o krótko przyciętej bródce powoli wlekł się na drugie piętro. Przywitał ją w swoim stylu, bez słowa zginając głowę i przychylając do niej daszek swojej czapki. Dawniej swym entuzjazmem był gotów przebić nawet Yukari. Od odejścia You nie potrafił zebrać się nawet na uśmiech. Wyglądał na wykończonego. Może dopiero teraz wracał do akademika? Ciekawe, co robił w nocy?

W salonie Mitsuru i Akihiko siedzieli omawiając rozłożone na stole plany. Ich rozmowa ucichła gdy tylko dostrzegli stojącą na schodach Aigis. Nie miała pojęcia o czym dyskutowali. Domyślała się, że dotyczyło to spraw rodu Kirijo, do której należała Mitsuru. Nie były to dyskusje, w których Aigis mogła uczestniczyć, ale też wcale nie była nimi zainteresowana. Przeszła przez salon odprowadzona ich wzrokiem.

– Znowu byłaś w Tartarusie? – Mitsuru zatrzymała ją oskarżającym tonem.

Mitsuru – władcza, silna kobieta, za której sprawą powstał zespół SEES. Dzięki niej Aigis mogła opuścić laboratorium by aktywnie uczestniczyć w eliminacji Cieni. Czy nie powinno jej zależeć na przekopaniu każdego zakamarku Tartarusa? Czy nie stworzyła SEES by odnaleźć powód jego istnienia? By na wieki zamknąć jego wrota?

Jej towarzysz, Akihiko, to obecny przywódca SEES. Swoją siłą i odwagą nie raz wybawiał zespół z opresji. Jego determinacja pozwoliła otworzyć nieprzebyte do tej pory bramy Tartarusa. Jemu, spośród wszystkich członków zespołu SEES, najbardziej powinno zależeć na tym, by nikomu więcej nie stała się krzywda.

Dlaczego nic nie robią? Dlaczego nie walczą, nie pną się coraz wyżej i wyżej by odnaleźć i przebić kolejne bramy tej wieży?

Aigis szarpnęła za drzwi akademika. Wystraszyła tym samym Kena, który wracał właśnie z zakupów. Mając zaledwie dziesięć lat Ken był najmłodszym członkiem zespołu SEES. Chłopak trzymał w sobie wspaniały potencjał, by z czasem swymi umiejętnościami przebić nawet Akihiko.

– H–Hej, Aigis. Jak się masz? – Ken poprawił w dłoniach torbę z zakupami.

Aigis przeszła obok niego bez słowa.

– Wiesz, martwimy się o ciebie. – rzucił jej za plecy – Dlaczego już z nami nie rozmawiasz?

Nie mogła go o nic winić. Był jeszcze zbyt młody by samemu podejmować decyzje. Aigis spojrzała na ukryty w nadgarstku zegarek. Dziewiąta trzydzieści. Do północy jeszcze ponad czternaście godzin. Musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie.

Ciekawe, że tak zaawansowanej maszynie jak Aigis nie dano do dyspozycji tak podstawowej funkcjonalności jak śledzenie daty i czasu. By przystosować ją do zadania, jakim była walka z Cieniami, Aigis zaprojektowano tak, by jak najbardziej zbliżyć jej umysł do umysłu człowieka. Wielu ze swych własnych reakcji nie umiała opisać czy zrozumieć sensu ich istnienia. Wiedziała natomiast, że bez nich nie byłaby w stanie władać mocą Persony. Do tego potrzebowała unikalnego charakteru. Czegoś, czego inne maszyny nie posiadają.

Skręciła za sklepem w prawo, zatrzymując się nad brzegiem rzeki. Uśmiechnęła się wspominając chwilę, w której You tłumaczył jej, jak wspaniałym darem jest móc odczuwać emocje. Jak wspaniała jest dzięki temu ona sama.

– Na co mi te emocje, You, jeśli nie mam ich z kim dzielić? – szepnęła pod nosem.

Znała tę reakcję. To smutek, który czasem potrafi być tak potężny, że ludzie nie chcą odczuwać go nawet chwili więcej. Wyciągnęła z ukrytej w jej nodze szuflady Evoker w kształcie pistoletu. Pamiątka po You, z którą nigdy się nie rozstawała. Narzędzie, które grupie SEES pozwala ujarzmić moce ich Person. Przyłożyła Evoker do skroni. Gest, który w rzeczywistym świecie jest ostatecznym aktem desperacji, na który może zdobyć się człowiek. W ostatecznym boju stawia na szalę chęć pozbawienia się wszelkich emocji i siłę, która pozwala te emocje przezwyciężyć. Ten gest to jedna z wielu rzeczy, która wykraczała poza jej zrozumienie.

Nie dziwne, że tak potężny gest stał się podstawą do zawezwania Persony. Za każdym razem gdy Junpei, Yukari, czy inny członek zespołu zmuszony był sięgnąć po moc Persony zmuszony był również stanąć przed tą szalą. Stanąć i przeważyć ją na jedną stronę. Ciągnąc za spust Evokera uginał się przed swą słabością wzywając na pomoc ukrytą w głębi ich umysłu istotę, by z jej pomocą przezwyciężyć stawiane przed nim wyzwania.

– Per–so–na – szepnęła Aigis ciągnąc za spust.

Evoker nie był dla niej tym samym, co dla ludzi. Dla niej był tylko atrapą. Nie wzbudzał w niej żadnych emocji. Groźba śmierci niewiele znaczy dla istoty, która nie rozumie co śmierć znaczy. By mogła wezwać swoją Personę stworzono dla niej zupełnie inny mechanizm. Ten, który kazał jej chronić kogoś, dla kogo życie coś znaczy.

Ten mechanizm… przestał istnieć. Machina do eliminacji Cieni stała się bezużytecznym skrawkiem metalu. Prawie tak, jak trzymany przez nią w dłoni Evoker.

Nie umiała znaleźć w sobie siły, jaką You i inni członkowie zespołu SEES z łatwością znajdywali dla innych, dla niej i dla siebie samych. To chyba największa różnica miedzy nią a ludźmi. Taka, która zawsze będzie ją od nich odróżniać.

***

Dwudziesta trzecia minuta Mrocznej Godziny. Piętnaście pięter za nią, a do tej pory Aigis nie natrafiła na żadne wyzwanie. Podobnie jak zeszłej nocy i paru poprzednich. Naprzeciw stały tylko te najsłabsze z Cieni, które same na jej widok uciekały. Przeładowała karabin mierząc ku kolejnym schodom. Nie miała pojęcia czemu idzie jej tak łatwo, ale musiała to wykorzystać.

– Fuuka, co widzisz nade mną?

Fuuka nie odpowiadała. Od paru dni reagowała z opóźnieniem. Przez nią zresztą weszła do Tartarusa z dziesięciominutowym opóźnieniem. Narzekała, że nie miała czasu się przygotować. Była sobota, więc liczyła na to, że Aigis da jej odpocząć.

– Fuuka!

– Już, już – odezwał się głos w jej głowie – Nad tobą… mmm… prawie pusto. Możesz iść spokojnie. Dwa Cienie po prawej od wejścia. Dwa w głębi.

– Świetnie. Informuj mnie jak coś się zmieni.

Aigis podbiegła do schodów i bez wysiłku wspięła się po nich na kolejne piętro.

– Fuuka, atakuję dwa cienie z prawej – zaraportowała skręcając w korytarz za schodami.

Stojące na wprost niej Cienie spojrzały na nią z ukosa. Cień przyjmował okrytą czernią bezkształtną formę z niebieską maską na twarzy. Unosiły się, zdawałoby się bez celu, po korytarzach tej gigantycznej wieży skrywając za maską swoje prawdziwe oblicza. Zdejmując maskę stojące przed nią Cienie przyjęły kształt skrzydlatych stworzeń o głowie orła z włóczniami w dłoniach. Mierząc wprost na nią wysunęły swe włócznie przed siebie odrywając się na swych skrzydłach od ziemi.

Z łatwością uniknęła ich ataków. Choć pierwszy raz widziała te istoty na oczy nie zdawały się jej zagrażać. Istoty ze skrzydłami nie miały szans przeciw jej uzbrojeniu. Wysunęła karabin z dłoni wprawiając go w obroty. Seria pocisków postrzępiła skrzydła latających stworzeń posyłając je na ziemie.

Zastanawiało ją czemu po raz kolejny zwycięstwo przychodzi jej z taką łatwością. Czy żaden potężniejszy Cień nie pozostał już w wieży? Choć ostatnimi dniami ta myśl często chodziła jej po głowie nie mogła pozwolić sobie na tak pochopną ocenę. Dobrze wiedziała, jak drogo może ją to kosztować. Nie jeden potężniejszy z Cieni potrafił powalić na kolana cały zespół SEES. W tej wieży każdy błąd mógł być jej ostatnim.

Przestrzeliła maski leżącym na ziemi stworom. Pozbawione maski Cienie rozpłynęły się w powietrzu i zniknęły, nie umiejąc utrzymać spójnego kształtu.

– Fuuka, pokonałam dwa Cienie. Idę dalej.

Nikt jej nie odpowiedział. Martwiło ją, że Fuuka nie potwierdza jej ruchów. Jej wsparcie jest w akcji nieodzowne. Prześledziła swoją Personą sąsiednie korytarze. Zamarła. Coś wielkiego zdawało się stać na uboczu. Ciekawe, czemu Fuuka nic jej o tym nie powiedziała?

– Fuuka, co widzisz po mojej lewej?

Znów cisza. Opierzchłość jej asystentki zaczynała Aigis irytować. Po chwili wahania postanowiła sprawdzić ten korytarz sama. Nawet jeśli to ryzykowne, zawsze zdoła uciec jeśli znajdzie się w tarapatach.

– Co?… Aigis! Gdzie idziesz? – Fuuka w końcu się odezwała.

– Czuję obecność silniejszego Cienia.

– Nie idź tam! Miałaś iść w drugą stronę!

Aigis skręciła za kolejnym rogiem i stanęła w pozycji bojowej. Cień przed nią był dwa razy większy od niej. Powoli obrócił ku niej głowę, jak gdyby nie zwracał nawet uwagi, że mała, nic nie znacząca istotka przypałętała się pod jego nogi. Przygiął nieco swą maskę do twarzy Aigis i westchnął, a przynajmniej takie odniosła wrażenie. Aigis stała jak wryta. Ani ona, ani jej Persona nie mogła ocenić, czy zdoła się temu Cieniowi przeciwstawić. Cień podniósł głowę znad Aigis i znów wolno, jak gdyby do niczego nie było mu spieszno, zdjął swoją maskę. Gigantyczny cień przeobraził się w czteroramienną, niebieskoskórą istotę. Mężczyznę o urodzie kobiety.

– Aigis, uciekaj! To Shiva! Arkana: Wieża! – krzyczała w głowie Aigis Fuuka.

Jak Tartarus, co naśmiewa się z Aigis sięgając wysoko ponad chmury, tak ten bóg spod karty Wieży przytłaczał Aigis potęgą, której nie mogła się przeciwstawić. Strzelając palcem jednej dłoni Shiva posłał ku Aigis piorun porażając jej tułów i nogi.

Aigis padła na kolana sparaliżowana. Wystrzeliła ku przeciwnikowi z karabinu, choć wiedziała, że twardej jak skała Wieży nie zdoła przebić żaden nabój. Pociski gięły się na ciele Shivy i odpadały nie pozostawiając po sobie śladu.

– Aigis! – krzyczała za nią Fuuka.

Robiąc krok naprzód Shiva zamachnął się jednym z trzymanych przez siebie w dłoni mieczy. Cios tak powolny, że każdy bez trudu zdołałby przed nim uskoczyć, ale sparaliżowane nogi Aigis nie odrywały się od ziemi. Skrzyżowała dłonie przed twarzą blokując nimi miecz. Choć cios Shivy mocno przygiął ją do ziemi jego miecz nie zdołał przeciąć stali.

Aigis przygotowała się na przyjęcie kolejnego ciosu. Gdyby tylko mogła zmusić do posłuszeństwa swe nogi…

– Nie zdołasz go pokonać, uciekaj! – głos Fuuki drżał w głowie Aigis.

Zignorowała to ostrzeżenie. Musiała działać. Włączyła ogniwa Orgiia. Moc odrzutów rakietowych umieszczonych w nogach pozwoliła jej manipulować niesprawnymi kończynami. Uniosła się na wysokości tułowia Shivy. Zamachnął się na nią mieczem, ale wzmocnione dodatkowymi silnikami ramiona z łatwością odbiły miecz na bok. Wymierzyła wysuwane z ramion działo rakietowe odpalając cztery pociski. Ich odrzut rzucił Shivę na kolano. Raz jeszcze strzelając palcami poraził Aigis piorunem.

Trafił w odrzut w nodze. Silnik rakietowy eksplodował przechylając Aigis na bok. Nim wyrównała lot miecz Shivy runął wprost na nią przygniatając ją do ziemi.

– Aigis! – desperacko krzyczała za nią Fuuka.

Fuuka miała rację. Ta walka z góry skazana była na porażkę.

Aigis wiedziała, że ta chwila w końcu nastąpi. Wśród wielu szarych ludzi, których Cienie nie są w stanie jej zranić, znajdą się jednostki, których głęboko skrywane w sercu Cienie są tak potężne, że zdołają przyzwać na pomoc inkarnacje bogów i demonów. Taką właśnie twarz odkrył przed nią ten Cień.

Nieraz już takie Cienie napotkała. Tartarus był ich pełen. Jednak każdy z nich miał swoją słabość, w którą ktoś z zespołu SEES zawsze zdołał uderzyć.

No właśnie. Umiejętności każdego z członków zespołu z osobna nie były na tyle wszechstronne by poradzić sobie z każdym Cieniem. Tylko w grupie mieli na to szansę. Aigis wiedziała, że samotnie przemierzając Tartarusa w końcu trafi na Cień, którego nie zdoła pokonać. By przebić skórę Shivy potrzebowała umiejętności, których nie posiadała.

Aigis westchnęła przeciągle. Jaki sens ma jej misja, jeśli nie jest w stanie poradzić sobie z jednym cieniem? Po co ciągle powraca do tej przeklętej wieży?

– Wytrzymaj jeszcze chwilę. Pomoc już w drodze – dźwięczał głos Fuuki w głowie Aigis.

– Pomoc? Ale…

Doszły do jej sensorów pospieszne kroki pochodzące gdzieś zza jej pleców. Akihiko wypadł zza zakrętu i robiąc dwa głębokie wdechy w pośpiechu ocenił sytuację.

– Yukari, wyciągnij stąd Aigis – zakomenderował – Twoja broń jest bezużyteczna przeciw Shivie. Junpei, pilnuj dziewczyn. Ich Persony łatwo sparaliżować. Mitsuru – uśmiechnął się uderzając pięścią w dłoń – przywalisz mu ze mną z dwóch stron. Twoja Persona idealnie się przeciw niemu sprawdzi.

Przytaknęli usłyszawszy swe rozkazy i cała czwórka podbiegła do Aigis. Junpei skupił na sobie uwagę Shivy przecinając mu kataną nogę. W tym samym czasie Akihiko, odbiwszy się od ziemi wymierzył Shivie kopniaka prosto w żebra odciskając w jego ciele ślad buta. Persona Akihiko pozwalała mu dokonywać skoków i manewrów z siłą i sprawnością przekraczającą ludzkie umiejętności. Nie bez powodu był obecnie najpotężniejszym członkiem zespołu SEES.

Ciało Shivy szybko się regenerowało, ale każdy cios pozbawiał go fragmentów materii, która pozwalała mu istnieć w tej rzeczywistości. Yukari pomogła Aigis wstać, ale zanim obie zdążyły odbiec z pola walki Shiva wzniósł wszystkie cztery ręce nad głowę.

– Maziodyne! – głos Fuuki ostrzegał towarzyszy przed potężnym atakiem, na jaki szykował się Shiva.

Dłonie Shivy kipiały od błyskawic przeskakujących pomiędzy jego palcami.

– Junpei! – wezwał Akihiko.

– Już się robi – Junpei, przekrzywił daszek swojej czapki wyjmując zza pasa Evoker.

Pospiesznie przystawił go do skroni i wsadził palec za kabłąk. Zamarł. Ten moment wahania Aigis widziała już wielokrotnie. Nikt z zespołu SEES nie potrafił bez trudu pociągnąć za spust Evokera. Każdy z nich rozumiał znaczenie gestu, jakiego miał dokonać.

Palec Junpeia zadrżał, by w końcu z mocą pociągnąć za język spustowy. Evoker wystrzelił w skroń Junpeia tworząc efemeryczny obłok błękitu. Z odmętów jego świadomości wyłoniła się postać jego Persony, Hermesa. Ulatując na swych butach ze skrzydłami Hermes wzbił się nad głowę Junpeia podmuchem osnuwając wszystkich jego towarzyszy. Wiatr z ust Hermesa owiał nogi i stopy jego przyjaciół nadając im niezwykłej zwinności.

Gdy Shiva rozpostarł ramiona posyłając ku nim swe pioruny nawet jeden nie zdołał ich trafić. Nim Piorun opuścił dłoń Shivy mierząc ku Aigis czy Yukari, te z łatwością zdołały uniknąć porażenia odskakując przed piorunem na bok. Nie musiały być szybsze od pioruna. Wystarczyło, by w porę uciekły nim powolna dłoń boga wymierzy w ich stronę. Moc Hermesa dała im tę szybkość.

Gdy burza ucichła pozostał jedynie cierpki swąd osmolonej przez Shivę ziemi.

– Czas kończyć tę zabawę – oznajmiła Mitsuru.

Jak i Junpei, Mitsuru sięgnęła po moc swej Persony wzywając ją do walki. Odziana w stalową zbroję Artemida uniosła się przed Mitsuru by dotknąć naprężonych ze złości mięśni Shivy. Jej dotyk zmroził Shivę do kości.

– Teraz! – krzyknął Akihiko rzucając się na Shivę z pięściami.

Każdy jego cios odkruszał fragment ciała Shivy. Każde cięcie Junpeia odcinało mu kawałek nogi czy ręki. Nie mogąc już dłużej utrzymać się na swych nogach Shiva z hukiem upadł na plecy. Mitsuru pospiesznie wskoczyła na niego i wyciągnąwszy zza pasa swą szpadę wymierzyła nią w oczy szalejącego ze złości boga.

– Do następnego razu – pożegnała go przebijając mu maskę.

Ciało Shivy poczęło w konwulsji rzucać się na wszystkie strony, by w końcu rozpaść się w czerń i zniknąć.

– Uff – Yukari odetchnęła z ulgą.

Yukari przytuliła Aigis szczęśliwa, że nic jej się nie stało. Zaraz jednak posmutniała.

– Aigis… nie mówiłam ci, że nie możesz przychodzić tu sama? – szepnęła jej do ucha.

– Dość już tego! – krzyknął Akihiko – Przymykałem oko na twoje zachowanie dopóty, dopóki nikomu nie działa się z tego powodu krzywda. Miarka się przebrała!

Podszedł do Aigis z ogniem w oczach, jakby gotów był ją pobić. Zbliżył twarz do jej głowy. Był od niej trzynaście i pół centymetra wyższy. Różnica, która tym bardziej podkreślała w tej chwili wyższość, z jaką się do niej zwracał.

– Mam dość twoich fochów. Od dziś dostajesz areszt domowy.

– Ale… – Aigis próbowała się bronić, choć nie do końca rozumiała sytuację, w której się znalazła.

Skąd właściwie oni się tu wzięli? Co zespół SEES robił tego wieczoru w Tartarusie?

– Czy wiesz, że Fuuka siliła się jak mogła, by równocześnie wspierać nas w boju i kierować cię po bezpiecznej drodze? – Mitsuru była nie mniej zirytowana co Akihiko – Nie dziwne, że skacząc między tobą a nami w końcu coś przeoczyła. Ten błąd mógł się skończyć fatalnie.

– Co dzień włazimy przed tobą tylko po to, by torować ci drogę – krzyczał Akihiko – Mam już tego serdecznie dość.

Aigis zamilkła. Nic nie rozumiała z tej sytuacji. Torować drogę? Ale po co? Akihiko fuknął na nią ostro spuszczając w końcu nieco z tonu. W końcu wiedział, czemu Aigis zachowuje się tak nieracjonalnie. Wszyscy członkowie SEES o tym wiedzieli. Wszyscy czuli tę samą bezradność.

– Aigis… wiemy, że ci go brakuje. Nam również. – Yukari czule objęła Aigis – Nam również serce się ściska, że nie mogliśmy mu pomóc. Ciężar żalu świata spoczął na ramionach jednego człowieka, a my nie widzieliśmy, że go przygniata.

– You odszedł, ale my musimy iść dalej. – podjęła Mitsuru – Zespół SEES powstał by działać jako drużyna. Nie możesz sama na ślepo piąć się po piętrach Tartarusa – skarciła ją ostro.

– Nie minął miesiąc, jak przestaliście tu przychodzić – Aigis rzuciła oskarżająco.

– Przestaliśmy przychodzić… z tobą – Junpei wyłonił się zza jej pleców szturchając ją gniewnie w ramię. – Słuchaj, no, nikt z tobą wytrzymać już nie mógł. Biegnie se tylko przed siebie, jak ci się podoba. Jak się ma nogi ze stali to se można, kurna, pędzić ile się zechce. My tak nie możemy.

– Badanie Tartarusa wymaga rozsądku i planowania, którego ci brakuje – znów ostro karciła ją Mitsuru – Te operacje stawały się zbyt ryzykowne. Musieliśmy zrezygnować z twojego wsparcia.

– Zrezygnować?… – szepnęła do siebie Aigis.

– Nalegałaś, by oczyścić każde piętro, a przecież by wspiąć się wyżej wcale nie jest to potrzebne. To nieefektywna i męcząca taktyka, której za nic nie mogliśmy ci wybić z głowy.

– Nie chcieliśmy cię odrzucić, uwierz mi. To ty zupełnie zamknęłaś się w sobie i przestałaś z nami rozmawiać. – Yukari spojrzała jej prosto w oczy. – Zrozumieliśmy, że potrzebujesz czasu by pogodzić się z odejściem You. Poprosiłam więc Akihiko by nie bronił ci wchodzić do Tartarusa. Wiem jak bardzo zależy ci by pozbyć się jak największej ilości Cieni. Pomyślałam, że gdy oddasz się temu zadaniu pomoże ci to uspokoić się i pogodzić ze swoimi emocjami.

Zamilkli. Aigis krążyła wzrokiem po ich twarzach powoli układając sobie w głowie te fakty.

– Więc w sekrecie szliście przede mną wybijając najsilniejsze Cienie bym ja mogła usunąć te słabsze – zauważyła – To dlatego zawsze Fuuka nalegała, bym dała jej chwilę na przygotowania. Dawała wam czas, byście zdołali solidnie mnie wyprzedzić. Razem szybciej niż ja pokonywaliście piętra wieży, bo niszczyliście tylko najważniejsze Cienie.

– Przepraszam – odezwał się głos Fuuki w jej głowie. – Nie chcieliśmy, byś wiedziała, że my też jesteśmy w Tartarusie. Od razu zechciałabyś się przyłączyć.

– I znów padalibyśmy ze zmęczenia – podsumował Junpei.

– Więc trzymaliście to w sekrecie. Szłam przekonana, że nikt poza mną nie zdoła wspiąć się na kolejne piętra Tartarusa by umieścić na nich transponder. – Aigis zacisnęła pięści w gniewie.

– Masz czelność mieć nam to za złe? – po dłuższej chwili milczenia odezwał się Akihiko – Co innego mogliśmy zrobić? Zamknęłaś się w tej swojej metalowej czaszce i nie dałaś nam wbić do niej pół słowa. Mitsuru już dawno wykluczyłaby cię z zespołu, gdyby nie prośba Yukari. Dziękuj także Fuuce, że była gotowa pracować przez ciebie na dwie zmiany.

– Otrząśnij się w końcu i zrozum, ile sprawiasz nam kłopotów – stanowczo ucięła dyskusję Mitsuru.

Aigis zamarła. Nie zdawała sobie sprawy, jak wiele działo się za jej plecami. Za jej winą, bo przecież w ani słowa Akihiko ani Mitsuru nie mijały się z prawdą. Spojrzała na posmutniałą Yukari. Ile zmartwień przysporzyła ją odrzucając jej prośby i pytania?

– Wiemy, że targają tobą emocje tak silne, że nie jesteś już nawet w stanie przywołać swojej Persony – przyznała Yukari – Wybacz, że nie umiemy ci pomóc, ale będziemy się starać. Zrobimy co w naszej mocy – objęła ją raz jeszcze.

– Przepraszam – Aigis odwzajemniła jej uścisk. – Nie wiedziałam, że tyle sprawiam wam kłopotów. Wcale tego nie chciałam.

Akihiko westchnął z ulgą. Słowa Aigis podziałały jak magia, sprawiając, że twarz Akihiko i Mitsuru straciły na swej surowości. Był to pierwszy od tygodni wyraz emocji Aigis. Cieszyli się, że zdołała je im okazać.

– Nie gniewamy się. Tylko… nie milcz już więcej – prosiła Yukari – Wiesz, że zawsze możesz z nami porozmawiać. Może jakoś zdołamy cię pocieszyć. Może łatwiej ci będzie gdy podzielisz się z nami swoimi myślami.

– You robił to bardzo często, prawda? Wysłuchiwał was, gdy tego potrzebowaliście.

– A teraz my wysłuchamy ciebie, a ty nas. Razem dokończymy dzieło, które on rozpoczął.

Aigis przytaknęła. By oddalić groźbę pokrycia świata czernią You potrzebował pomocy każdego członka zespołu SEES oraz wielu innych ludzi, których zdołał przez ten rok poznać. Nawet on nie zdołał dokonać tego sam. Jak mogła o tym zapomnieć?

– Akihiko, pamiętasz, jak miesiąc temu mówiłeś, że planujesz zwerbować nowych członków zespołu?

– Pamiętał – przytaknął Akihiko zdziwiony, że Aigis o tym pamiętała. Już wtedy nie zwracała wielce uwagi na to, co działo się w akademiku.

– Myślisz… że mogłabym ich trenować?

Akihiko wymienił spojrzenia z Mitsuru.

– Na niższych piętrach wsparcie inteligencji nie jest konieczne – ciągnęła Aigis. – Nie ma też nawet jednego Cienia, z którym nie poradziłabym sobie z pomocą ogniw Orgiia. Wzięłabym ze sobą Kena minimalizując tym samym wszelkie zagrożenie.

Akihiko spojrzał na Yukari i Junpeia. Ten wzruszył tylko ramionami.

– Przydałabyś się nam na górze – przyznał Akihiko.

– Bez Persony jestem w połowie bezużyteczna – naciskała Aigis.

– …w porządku – zgodził się w końcu – To równie ważne zadanie, jak każde inne.

Aigis przytaknęła. Pomyślała, że właśnie w ten sposób najlepiej przyczyni się zespołowi. Zwłaszcza, że wtedy przynajmniej nie będą musieli się o nią martwić.

Na jej ustach pojawił się ciepły uśmiech. Pierwszy od tak wielu miesięcy. Strata You na zawsze pozostawi odcisk w jej pamięci, ale była pewna, że i on nie chciałby by przez niego zatrzymała się w miejscu. Zespół SEES stracił już zbyt wielu cennych członków, by mógł sobie pozwolić stracić tak cenną broń przeciw Cieniom, jakim jest Aigis. Odnajdzie swoją Personę, by ponownie stając przed You mogła pokazać mu tę samą stanowczą, silną istotę, z której był tak dumny.

You… choćby minęły eony Aigis nigdy o tobie nie zapomni.

Junpei pomógł Aigis stanąć bez niesprawnej nogi. Na dziś jej udział w akcji musiał się zakończyć. Od jutra, natomiast, zacznie pracę nad zupełnie nowym zadaniem.


Opowiadanie ujęte jest w realiach gry „Persona 3”, wydawnictwa Atlus. Seria „Persona” używa opisu struktury psychiki według Junga wyróżniając w nim Cienie (skrywane przez nas cząstki osobowości, których się wypieramy) i Persony (maski tworzone na potrzeby każdej nowej sytuacji). Jednak najciekawszym, w mojej ocenie, elementem realiów „Persony” jest połączenie Jungowskiego opisu psychiki z „Drogą Głupca”, w której do opisu kolejnych etapów rozwoju psychiki wykorzystuje się karty tarota. Ten motyw (opisywany m.in. przez Saila Nicholsa, Jungowskiego psychologa), zafascynował mnie od pierwszej chwili, gdy go poznałem. Może właśnie dlatego „Persona” jest moją ulubioną serią współczesnych gier komputerowych.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s